czwartek, 3 stycznia 2013

Człowiek nie jest stworzony do klęski, człowieka można zniszczyć ale nie pokonać


No więc co by tu napisać. Sam już nie wiem jak to jest. No bo i jest dobrze, bo z przyjaciółkami mi się układa i wg, Sylwester był zajebisty.
Na sylwestra oczywiście była zajebista najebka. Ale to dobrze bo miałam ochotę na jakiś pożądany melanż, A coś czuję że teraz za prędko to nie będzie. W weekend siedzę w domu i nic nie robię, ogłaszam dzień lenia! hahahhahahhaha A poza tym i tak brak funduszy na wszystko.....
Ojciec w końcu w niedziele do Niemiec, nawet nie wiecie jak się ciesze. To mój ojciec i kocham go i takie tam ale... O wiele bardziej wolę jak go nie ma to nie muszę patrzeć na  jego mordę i jego całego, który prawie codziennie jest najebany.... Ale zawsze spoczko... Mama zawsze powtarza że i tak dobrze że się nie awanturuje i że np. nie bije, przecież ja dobrze wiem ale już mam dość tego wszystkiego...

W szkole jest zjebanie bo mam koszmarne oceny na półrocze. Dokładnie wiem że to tylko ja jestem temu winna bo kto by inny, wiem że nie chciało mi się uczyć chodź powinnam bo to w końcu 3 klasa, a przecież potem będzie trzeba pójść do jakieś szkoły dobrej. Dobrze że już wybrałam chociaż że idę do liceum. Nie wiem czy dam sb radę ale "trzeba wieżyć bo wiara czyni cuda". No a poza tym i tak jakbym poszła do technikum to i tak trzeba się uczyć a do zawodówki to już bym nie poszła bo taki jakby wstyd...  Ale i też sama nie chcę. Boję się tego roku, jak to będzie na koniec z moimi ocenami no i jak mi pójdzie ten test. Strasznie się boję. Teraz mam niby wyjebane ale potem będzie płacz i lament.... Niejedna osoba powie pewnie czytając to "weź się do roboty dziewczyno a nie narzekasz" . O tym wiem też dokładnie że muszę się wziąć do pracy, uczyć się, dostawać dobre oceny, i dużo się starać. Jak nie dla sb to i dla mamy, bo wiem jak ona się stara żebym miała jak najlepiej  Jak się starała żebym miała swój pokój i wszystko co tylko może w stanie mi zapewnić ale czasem i ona tez mnie doprowadza do szału.....
Ostatnio ciągle mama się na mnie drze. Oczywiście cały czas ten sam temat. "TY  NIC NIE JESZ" krzyczy i krzyczy..... wczoraj jadłam normalnie to nie nie wysłucha mnie i nie poczeka aż jej wszystko powiem tylko już swoje mówi. Przecież ja nie zjem tyle co ona czy moi bracia..... Ale ona i tak nie może tego zrozumieć  Wiem że teraz jem o wiele mniej niż wcześniej, widzę sama po sb jak też schudłam od tego wszystkiego, ale to dla mnie dobrze bo przecież kiedyś trzeba się postarać żeby być szczupłym i wyglądać jakoś a nie ciągle tylko przy tuszy ... I muszę pokazać wszystkim tym którzy we mnie nie wierzą że dam radę,a przede wszystkim mojej cioci która powiedziała że nie wyobraża sobie mnie szczupłej, ale ja jej pokaże i jeszcze będę chudsza od tej jej córusi kochanej... Chodź już dużo mi nie brakuje bo tylko 3 kg żeby być taka jak ona no z tym że ona jest ode mnie o głowę wyższa ;c Więc różnice widać po wyglądzie....
Niestety muszę też napisać że chyba już nie będę wegetarianką, nie ma nawet roku jak nią zostałam ale rezygnuję z tego nie dlatego że ja chcę a z powodu tak jakby rodziny. Wiem że powinnam się sprzeciwiać i to moja własna wola co ja jem i wg. ale moja mam już nie daje rady. Często się martwi sądzi że nie jem, a poza tym jak to ona mówi że musi gotować 3 obiady czy ileś żebym to ja coś zjadła..... Wkurwia mnie to jak nie wiem co i oczywiście to nie będzie tak że będę jadła jak wcześniej niby te mięso i wg. Będę nadal je ograniczać, nie wpierdalać ile popadnie jak mój tata, po prosu nie będę nazywała się wegetarianką i jadła raz na jakiś czas.....  Już wcześniej miałam tak zrobić ale szczerze to ja już się przyzwyczaiłam do tego że nie jem mięsa i wg ale...... Nawet Marta mi mówiła żebym chodź raz na jakiś czas jadła.........  A tak wg to nawet się troszkę boję wrócić do "normalnego jedzenia" dlaczego? A żebym ja to wiedziała. Ale jeszcze się zobaczy jak to wszystko się potoczy.
Dobra przyznaję że gadam bez sensu..... Ale gdzieś trzeba to napisać i tak pewnie nikt tego nie przeczyta..... Ale mam chodź gdzie napisać co czuję.... Jeśli ktoś to przeczyta to gratulacje że wytrzymał do końca ;D No to chyba na tyle by było, pewnie o czymś zapomniałam ale dobra bo zanudzam.........






2 komentarze:

  1. Wcale nie przynudzasz. Tylko... och, nie wiem, ale jak dla mnie brzmisz jak jakaś anorektyczka z tym, że nie jesz w ogóle... ale to tylko moje odczucia, nie znam Cię więc nie oceniam ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie jestem anorektyczką ;D I zdecydowanie na nią nie wyglądam..... Po prostu to jest tak że to moja mama sądzi że ja nie jem i wg. A przecież jak bym nie jadła to po jakimś tygodniu może i prędzej to bym zemdlała czy w najgorszym przypadku znalazła się w szpitalu.... Nie jestem aż taka głupia i nie chcę tego ;)

    OdpowiedzUsuń