poniedziałek, 21 stycznia 2013

Życie to ostry miecz, na którym Bóg napisał: ''Walcz, Kochaj, Cierp''.

I kolejny dzień ferii mija i kolejna kłótnia z mamą.... Ale jak zawsze ;c Już mi się nie chce, nic kompletnie ;c Chociaż tym razem muszę przyznać że miała rację... niestety.
No więc jak zawsze pokłóciłam się z nią o to że nic nie jem...  Weszła do mnie do pokoju i powiedziała że zrobiła naleśniki a ja że nie jestem głodna, a ona z pytaniem czy wg coś dziś jadłam (bo było już po 18) zaczęłam się śmiać... i się zaczęło... krzyczała i wg, więc poszłam coś zjeść  i ona potem jeszcze żebym sobie herbatę zrobiła a ja że piłam już dziś 2 a mama stwierdziła że tak chciałam zaspokoić głód a ja że nie. No i tak cały czas..... Niedługo to będzie częścią mojego życia: kłótnie z mamą ciągle o to samo....
Jeszcze potem do mnie z pytaniem "Czy ja mało mam zmartwień? Miło?!" Głupio się poczułam jak to powiedziała. Ale ja już czasem tego nie kontroluję, jak się zaczytam to już chuj, cały dzień do dupy....  +mama z Marcinem zaczęli mnie straszyć tym że zabiorą mi lapka że nie będę miała netu i takie tam a ja bym się chyba załamała bo coś czuję że już troszkę się uzależniłam.....To znaczy, jakie czasem mam co robić i wg to mogę cały dzień nie wchodzić na jakieś strony, więc nie jest źle....
Tak sobie myślę, może i Tina miała rację, nie z tym że jestem anorektyczką ale że się nią staje... powoli. No bo jak czasem nie jem nic cały dzień to normalka ale jak tak nie jem przez jakiś dłuższy okres...? Trzeba w końcu się nad tym wszystkim zastanowić.... Nie chciałabym żeby oś się stało i mamie więcej kłopotów robić. Każdy twierdzi że głodzenie się nie jest sposobem na odchudzanie się. Tylko że ja nie zagładzam się i jak na razie nie odchudzam się.  Nie wiem co już mam sama o tym myśleć..... Bardzoooo dużo mi brakuje do anorektyczki pod względem wyglądu i wg ale..... Nie wiem..... Każdy mnie czymś straszy, że jak nie będę jadła to to... to tamto i tak cały czas.... Chyba już troszkę panikuję i chodź sama nie wiem czym. Przecież to tylko moja wola i wiem co robię, wiem że niejedzenia nie jest dobre, że może się to skończyć niedobrze. Tak wiem to wszystko ale... Teraz we ferie cały czas laptop, opowiadania, muzyka pisanie z kimś i wg. Potem szkoła, zamierzam się dobrze uczyć.... Prędzej też wiem jak to było, cały czas zjadłam tylko troszkę obiadu w sql czasem nic i tak do następnego dnia... Nie wiem, mam nadzieję że to wszystko się naprawi.
Pamiętam jak mi wszyscy mówią i sama też wiem jak kiedyś to lubiłam jeść. Jadła dużo, bardzo dużo, może za dużo i mam teraz zapas hahahahahahah lolo Były jakieś święta czy nawet nie to ja co chwilę coś wpierdalałam..... Teraz szczerze w święta to nie mam co jeść bo nie jem mięsa a u nas to wszystko tylko mięso, mięso i nic więcej..... Wiem że mama się stara żebym jadła kupuje jakieś rzeczy i wg, ale mnie jakoś nie ciągnie do tego. A że kupiła nutelle i nie chce jej jeść to chyba naprawdę coś nie tak że mną hahahhaha.
Kurwa dobra kończę te głupoty.... Musiałam się gdzieś wypisać bo już mam wszystkiego dość....  No więc  pozdrawiam tych co to czytają i życzę miłych i udanych ferii tym co mają i co mieć będą xD

 Macie mój ulubiony zespół (jak narazie i coś czuję że już na zawsze bo już długo go słucham a poza tym nie mam zamiaru przestać) xD
.

czwartek, 3 stycznia 2013

Człowiek nie jest stworzony do klęski, człowieka można zniszczyć ale nie pokonać


No więc co by tu napisać. Sam już nie wiem jak to jest. No bo i jest dobrze, bo z przyjaciółkami mi się układa i wg, Sylwester był zajebisty.
Na sylwestra oczywiście była zajebista najebka. Ale to dobrze bo miałam ochotę na jakiś pożądany melanż, A coś czuję że teraz za prędko to nie będzie. W weekend siedzę w domu i nic nie robię, ogłaszam dzień lenia! hahahhahahhaha A poza tym i tak brak funduszy na wszystko.....
Ojciec w końcu w niedziele do Niemiec, nawet nie wiecie jak się ciesze. To mój ojciec i kocham go i takie tam ale... O wiele bardziej wolę jak go nie ma to nie muszę patrzeć na  jego mordę i jego całego, który prawie codziennie jest najebany.... Ale zawsze spoczko... Mama zawsze powtarza że i tak dobrze że się nie awanturuje i że np. nie bije, przecież ja dobrze wiem ale już mam dość tego wszystkiego...

W szkole jest zjebanie bo mam koszmarne oceny na półrocze. Dokładnie wiem że to tylko ja jestem temu winna bo kto by inny, wiem że nie chciało mi się uczyć chodź powinnam bo to w końcu 3 klasa, a przecież potem będzie trzeba pójść do jakieś szkoły dobrej. Dobrze że już wybrałam chociaż że idę do liceum. Nie wiem czy dam sb radę ale "trzeba wieżyć bo wiara czyni cuda". No a poza tym i tak jakbym poszła do technikum to i tak trzeba się uczyć a do zawodówki to już bym nie poszła bo taki jakby wstyd...  Ale i też sama nie chcę. Boję się tego roku, jak to będzie na koniec z moimi ocenami no i jak mi pójdzie ten test. Strasznie się boję. Teraz mam niby wyjebane ale potem będzie płacz i lament.... Niejedna osoba powie pewnie czytając to "weź się do roboty dziewczyno a nie narzekasz" . O tym wiem też dokładnie że muszę się wziąć do pracy, uczyć się, dostawać dobre oceny, i dużo się starać. Jak nie dla sb to i dla mamy, bo wiem jak ona się stara żebym miała jak najlepiej  Jak się starała żebym miała swój pokój i wszystko co tylko może w stanie mi zapewnić ale czasem i ona tez mnie doprowadza do szału.....
Ostatnio ciągle mama się na mnie drze. Oczywiście cały czas ten sam temat. "TY  NIC NIE JESZ" krzyczy i krzyczy..... wczoraj jadłam normalnie to nie nie wysłucha mnie i nie poczeka aż jej wszystko powiem tylko już swoje mówi. Przecież ja nie zjem tyle co ona czy moi bracia..... Ale ona i tak nie może tego zrozumieć  Wiem że teraz jem o wiele mniej niż wcześniej, widzę sama po sb jak też schudłam od tego wszystkiego, ale to dla mnie dobrze bo przecież kiedyś trzeba się postarać żeby być szczupłym i wyglądać jakoś a nie ciągle tylko przy tuszy ... I muszę pokazać wszystkim tym którzy we mnie nie wierzą że dam radę,a przede wszystkim mojej cioci która powiedziała że nie wyobraża sobie mnie szczupłej, ale ja jej pokaże i jeszcze będę chudsza od tej jej córusi kochanej... Chodź już dużo mi nie brakuje bo tylko 3 kg żeby być taka jak ona no z tym że ona jest ode mnie o głowę wyższa ;c Więc różnice widać po wyglądzie....
Niestety muszę też napisać że chyba już nie będę wegetarianką, nie ma nawet roku jak nią zostałam ale rezygnuję z tego nie dlatego że ja chcę a z powodu tak jakby rodziny. Wiem że powinnam się sprzeciwiać i to moja własna wola co ja jem i wg. ale moja mam już nie daje rady. Często się martwi sądzi że nie jem, a poza tym jak to ona mówi że musi gotować 3 obiady czy ileś żebym to ja coś zjadła..... Wkurwia mnie to jak nie wiem co i oczywiście to nie będzie tak że będę jadła jak wcześniej niby te mięso i wg. Będę nadal je ograniczać, nie wpierdalać ile popadnie jak mój tata, po prosu nie będę nazywała się wegetarianką i jadła raz na jakiś czas.....  Już wcześniej miałam tak zrobić ale szczerze to ja już się przyzwyczaiłam do tego że nie jem mięsa i wg ale...... Nawet Marta mi mówiła żebym chodź raz na jakiś czas jadła.........  A tak wg to nawet się troszkę boję wrócić do "normalnego jedzenia" dlaczego? A żebym ja to wiedziała. Ale jeszcze się zobaczy jak to wszystko się potoczy.
Dobra przyznaję że gadam bez sensu..... Ale gdzieś trzeba to napisać i tak pewnie nikt tego nie przeczyta..... Ale mam chodź gdzie napisać co czuję.... Jeśli ktoś to przeczyta to gratulacje że wytrzymał do końca ;D No to chyba na tyle by było, pewnie o czymś zapomniałam ale dobra bo zanudzam.........