Pierwsze co mi się w życiu przytrafiło takiego niezbyt dobrego to to że mam Astmę oskrzelową". Dobrze wiem że można z tym żyć, że to nie jest wcale takie groźne i są gorsze choroby ale i ta nie jest taka łatwa.... Czy mieliście kiedyś wrażenie że umieracie? Mogę powiedzieć że ja tak, i to nie z własnej woli. Nie cięłam się czy coś takiego tylko to był zwykły atak mojej choroby. A może niezwykły? Pamiętam to jak by to się stało dziś. Nie da się wymazać z pamięci takiej chwili. Poczułam wtedy... to znaczy nic nie czułam, widziałam tylko że mam na sobie skurę i tylko to nic więcej. Moja mama sama nie wiedziała co się ze mną dzieję. Jeszcze do tego nikogo nie było wokół, musiałam sobie poradzić sama chodź mama była przy mnie ale to nie jest tak że przy tej chorobie może ktoś pomóc, oczywiście lekarze dużo ale jak dostaniesz atak to ja zawsze sama sobie radziłam musiałam opanować to że się duszę i wgl. nigdy się nie poddałam jak widać bo żyję a wtedy było najtrudniej, ponieważ już myślałam że tego nie przeżyję...... Z każdym dniem mi się pogarszało miałam częściej ataki, moi rodzice nie wiedzieli co to jest ja tym bardziej. Jeździliśmy po lekarzach a oni mówili że tak ma być. Pewnego dnia pojechaliśmy do Torunia do szpitala, niestety musiałam tam zostać. Prędzej byłam u lekarzy i wgl ale podawali mi dwa takie same leki tylko że inaczej się nazywały i mieli inną dawkę. Po szpitalu też od razu mi się nie polepszyło ale przynajmiej już było wiadomo co mi jest. Z czasem miałam coraz żadziej ataki astmy. Oczywiście do dzisiejszego dnia jeżdżę do lekarza i kontroluję swoją chorobę. Trwa to już z jakieś ponad 8 lat. Nie mogę powiedzieć bo jest znaczna poprawa ale i tak leki muszę brać. Mam nadzieję że kiedyś astma to będzie tylko przykre wspomnienie a nie część mojego życia.....
Gdy byłam w piątej klasie było skręciłam kostkę. W szóstej klasie złamałam nogę ale nie tak zwykle. Miałam dwa złamanie + jedno w kości piszczelowej chyba a drugie w kostce oraz na dodatek nadciągnięte mięśnia. Niestety miałam wtedy całą nogę w gipsie na 4 tygodnie a potem na 3 tygodnie tylko do kolana. Na szczęście wszystko poszło dobrze. Oczywiście teraz są tego skutki uboczne ponieważ czasem na zmienię pogody noga mnie boli lub jak podchodzę pod górę to mnie mięśnie napierdalają. Oraz noga jest już o wiele słabsza i bardziej podatna na złamania więc teraz znowu mam w gipsie. Na szczęście że to tylko skręcenie a nie złamanie i mam tylko na 2 tygodnie w gipsie.
W pierwszej klasie gimnazjum zaczęły mi pękać usta i to bardzo jak zawsze używałam jakieś pomadki czy czegoś takiego ale okazało się że to nie wystarczyło. Po jakimś czasie na wardze dolnej coś mi wyskoczyła nazywa się to "Ziarniniak warki dolnej" nie jest to piękny widok, wiem bo to miałam. Pojechałam do Chirurga do włocławka i mi to wyciął na całe nieszczęscie nie do końca, (do dziś tam nie jeżdżę jeśli coś mi się stanie. Po prostu mam już jakieś schizy czy coś podobnego). Po jakimś czasie moja ciocia poleciła mi dobrego chirurga u którego niestety czeka się na zabieg około miesiąca. Pojechałam do niego i podoił się tego ale zbytnio nie chciał powiedział że trzeba to usuną bo jak ja będę się całować.... W moim przypadku wyglądało to tak okropnie że zabieg miałam już w następnym tygodniu po wizycie. Pamiętam że denerwowałam się strasznie, musiałam sama wejść do gabinetu. Pomimo że miałam znieczulenie to i tak to czułam może i nie do końca ale jak zszywał to to czułam wszystko ;( Tydzień później miałam zdjęcie szew. W między czasie moja siostra cioteczna miała urodziny i graliśmy w piłkę i dostałam nią prosto w szwy ;( Krew mi leciała i zaczęłam podobno przeklinać. Pojechałam z mamą i Żanetą do lekarza i dostałam zastrzyk. Na zdjęciu szew powiedzłam co się stało bo miała jeszcze wkoło zakrzepniętą krew i pielęgniarka nie mogła zdjąć szew ale udało się, bolało ale się udało. Dostałam maść i po jakimś czasie na wizytę kontrolną. Do dziś już nic nie mam ale i tak pamiętam to i czasem mi się to wszystko przypomina.....
Co roku od jakiegoś czasu mam coś poważniejszego gdzie nie obejdzie się bez lekarzy czy czegoś w tym stylu..........
Kiedy byłam mała to mieszkałam przez 3 tata w Brzeźnie. Nie pamiętam nic z tamtych lat bo jak ale mama i bracia nie raz mi opowiadali co się wtedy działo. Moi dziadkowie nie byli dobrzy dla nas pomimo tego że mój tata to ich syn. Na moją mamę się darli kiedy zaszła w ciążę po raz 3 czyli ja miałam się urodzić. Gdy moi bracia siedzieli u nas w samochodzie to dziadek się na nich darł, lub jak moja mama poszła urwać bracią parę śliwek to dziadek wziął jej z koszyka i je wyżucił żeby tylko nie dać nam.... Kiedyś do mamy przyjechała ciocia rowerem a dziadek wziął ten rower i wyżucił do bagna. Teraz to jest śmieszne ale wtedy nie było. Na dodatek mój tata zaczął pić, moja mama już nie wytrzymywała psychicznie. Rodzice mieli już się rozwodzić ale kiedy ja miałam około 3 lat mama powiedziała do taty że ablbo wódka albo rodzina na szczęście wybrał rodzinę. Przeprowadziliśmy się i po jakimś czasie zaczęła się moja choroba i znów musieliśmy się przeprowadzić bo tam gdzie mieszkaliśmy nie było dla mnie warunków. Przez te 13 lat moja babcia ani dziadek nas nie odwiedzili, nie zapraszali nas gdy mieli piędziesiolecie czy coś takiego. Babcia powiedziała że prędzej do nas nie przyjedzie dopóki mój tata pierwszy do niej nie zajży. Ale przecież mój tata były mnie i to nie raz, widzieli się gdy tata był w sklepie czy coś takiego a oni o tak do nas nie przyjechali, nie przyjechali nawet gdy moi bracia zapraszali ich na komunie czy mój brat na 18. A tera jakby nigdy nic zaprosili nas na 80 mojego dziadka. Rodzice mówią że jedziemy ale.... Niby i chcę jechać ale kiedy moja babcia się zapyta mojej mamy jak tam ze mną czy coś takiego to ja już powiedziałam mamie że ma nic nie mówić tylko żeby do mnie przyszła jak coś a ja jej wtedy powiem " A TO GDZIE TY BYŁAŚ PRZEZ 13 LAT?" Może i to będzie chamskie lub wgl czegoś takiego nie powiem ale przydało by się jej. Żeby własna Wnuczka nie znała babci? Nie mieszkamy przecież od siebie daleko.....
Wiem dokładnie że to nie jest całe moje życie i wszystko co się działo w poszczegółnych momętach ale nie da się tego tak po prostu napisać... Może i komuś jeszcze wszystko opowiem tak dokładniej co się wydażyło i wgl ale jak narazie mam nadzieję że nie będę musiała tego wspominać ;D Gdy kiedyś oglądałam zdjęcia to myślałam "Pomimo dużego bólu jaki przeżyłam nadal próbuję się uśmiechać, chodź nie zawsze ten uśmiech jest prawdziwy...." To tyle na dziś. JEŚLI KTOŚ TO PRZECZYTAŁ PROSZĘ O ZOSTAWIENIE KOMENTARZA, Z GÓRY DZIĘKUJĘ.




